• Pozorna miłość?

    Sobota, po południe. Cały dzień miał być słoneczny, jak w pogodzie mówili.
    Ale jednak… było inaczej. Całe niebo było opanowane przez chmury.
    Nie było szans na małe dojrzenie, nawet najmniejszej iskry słońca.
    Ciemne one nie były, ale patrząc na nie ludziom odechciewało się wychodzenia na świeże powietrze. Wliczając też balkon.
    W parku Stanisława Tołpy, na którym mieścił się duży staw, w którym leżała na jego środku mała wysepka porośnięta trawą oraz jednym drzewem, leżeli na małej górce nastoletnia para. Byli to Kasia i Waldek. Obydwoje na tej górce zjeżdżali na sankach, kiedy spadał śnieg. Natomiast, jak przywitała ich wspaniała pogoda, nie musiała być słoneczna, zawsze leżeli na niej, aby razem spędzić ze sobą czas. Z dala od szkoły, znajomych i innych nie obchodzących ich rzeczy. Kasia była ubrana w mały żakiecik czarny z białą bluzką w paski czarną. Miała na sobie też czarne garniturowe spodnie, w których chodziła dosyć często w szkole. Marzyła zawsze mieć dużą bogatą firmę, aby iść w ślady swojej zmarłej matki. Obowiązkowo do takiego ubrania nosiła jeszcze swoje ulubione czarne balerinki, które tak błyszczały, aż z nich można było ujrzeć duży zegar, który znajdował się naprzeciwko nad nimi. Waldek zaś ubrany był w kolorową bluzkę wraz z kolorowymi spodniami i butami tego samego koloru. Zawsze lubił letnie ubrania, szczególnie w lecie, chociaż spadające liście z drzew jej nie przedstawiała.
    Waldek i Kasia byli ze sobą objęci nawzajem. Mówili sobie różne miłe, wręcz romantyczne, rzeczy. Nie mówili o niczym innym, ani nie myśleli niż tylko o swojej miłości do siebie. Kasia potrafiła okazać czułość. Nie tylko fizycznie poprzez swoje wspaniałe, wręcz namiętne jedynie, pocałunki, ale i psychicznie. Mogła pokazywać innym, co myśli, bądź czego potrzebuje. Waldek miał z tym problem. Był wstydliwy, a raczej… niepewny, jakby miał obawy. Nie był przekonany, czy to co zrobi będzie dla innych podziw, czy ośmieszenie. Niestety, przy Kaśce miał takie same opory. Jednakże, czasem miał przy niej odwagę powiedzieć o jego kłopotach np. związanych z ocenami z historii, albo udowodnić jej, że potrafi ją sam pocałować.
    Nagle, Waldek zauważył coś czarnego dużego wśród drzew stojącego w cieniu. Od razu tylko się tam wpatrywał. Nie zwracał uwagi na swoją dziewczynę. Powoli się podnosił przecierając także oczy, aby być pewnym, że mu się to nie wydaje.
    – Ej co jest, Waldeczku? Już odchodzisz? – zapytała się go Kasia trochę zaniepokojona.
    – Kaśka… cczzyy… czy ty to też widzisz? – odpowiedział ze strachu Waldek.
    – Co niby takiego?
    – Nnnoo… tam… – wskazał ręką na pobliskie drzewa. Lecz, tam, gdzie wskazywał to tego, czego on widział to już nie było. Osłupiał. Był pewny, że tam coś było. Kasia jedynie się zaśmiała, że Waldkowi coś się przewidziało.
    – Zwracaj na mnie lepiej uwagę, głuptasie. Coś ci się chyba przewidziało.
    – Allee… tam cc…
    – Tam czegoś nie ma, Waldeczku. Możemy sprawdzić jak chcesz, ale to tylko zniszczy mi fryzurę.
    Waldek przez chwilę też o tym myślał, lecz postanowił zaufać swojej ukochanej oraz uznać, że coś mu się musiało przewidzieć. Położył się znów przytulając się do niej, ale dalej trochę z niepokojem wpatrywał się w tamte drzewa. Kasia widziała, że ten dalej myśli, że tam coś niby jest, lecz w rzeczywistości nic nie było.
    – Waldemarze, nie daj się przeciągnąć na ciemną stronę mocy. – powiedziała żartobliwie Kaśka, aby humor wrócił do Waldka.
    Na Waldku zadziałała żartobliwa mowa, gdzie od razu zaczął ją całować tak jak ona go zawsze całowała. Bardzo ją obściskiwał tak, że na jego policzkach pokazały się rumieńce. Ona zaś czuła się prawie jak w raju. Jego pocałunki był dla niej zaskoczeniem. Nie spodziewała się tego po nim, szczególnie, że robił to tak, jak ona robiła jemu.
    Pogoda zaczęła się zmieniać. Z jasnych chmur pojawiały się czarne, aż na chwilę zagrzmiało. Obydwoje przestali się całować. Patrzyli na chmurę, która zebrała się na całym niebie. Pocałowali się nawzajem raz jeszcze po czym powoli schodzili z górki. Nie wiadomo skąd pojawił mocny porywisty wiatr, który tak mocno wiał, że aż znak, który informował o zakazie wprowadzaniu psów, ledwo się trzymał. Obydwoje też to samo czuli. Postanowili szybko wrócić do domu. Waldek znów zauważył to samo, co widział wcześniej tylko, że tym razem… w krzakach i wydało mu się to większe. Zaczęło mu się kręcić w głowie, a także znosiło mu się na wymioty. Katarzyna to odczuła, lecz nie wiedziała, dlaczego mu się tak robi. Waldek padł na ziemię bez przytomności. Nie wiedziała, co ma robić. Wszelkie krzyki, pchnięcia, a także całowania nic nie dawały. Przez chwilę myślała, że on nie żyje, jednak odetchnęła z ulgą, iż od niej nie odszedł. Nagle i jej zaczęło coś się robić w głowie. Widziała przed sobą dziwne drgania, a także… ławki potrójne. Przez chwilę sądziła, że to przez wiatr, lecz się z tym nie zgadzała. Przecież wiatr nie mógł czegoś takiego spowodować! – powiedziała sobie w myśli. Aż nagle sama opadła bez przytomności na ziemię.
    Nastała noc. Chmury rozeszły się. Niebo było czyste, lecz księżyca nie było, ponieważ nastał nów. Wiatr się uspokoił, przestał wiać. Za to, dużo więcej liści naspadało, aż całe drogi były zasypane nimi. Interesujące było też to, że liście, które naspadały były także… jeszcze nie nadające się do spadnięcia. Ponadto, kilka krzaków, na których także był liście, też pospadały. Najwyraźniej wiatr był na tyle silny, że mógł spowodować takie coś.
    Kasia obudziła się na górce, na której wcześniej leżała z Waldkiem. Było jej ciężko wstać przez bolące jej plecy, które miała posiniaczone. Prawdopodobnie mogła uderzyć o jedną ze skał, które leżały, jak opadała.
    Po podniesieniu, musiała się strzepać po całym swym ubraniu. Było one całe w liściach. Także na nodze miała je przylepione. Fryzury, uznała, że nie będzie poprawiać, bo to nie odpowiedni na to czas. Jedynie ją zaniepokoiło, gdzie jest Waldek? Rozglądała się za siebie, przed siebie, także na bokach. Nie widziała go. Gdzie jesteś mój ukochany? – głośno powiedział sobie w myślach, a także zawołała. Trochę przerażona była. Szczególnie na swoje ubranie, które całe mokre było oraz w liściach. Nigdy jeszcze nie była sama w taką noc bez nikogo. Zaczęła odczuwać niepokój w swojej głowie, przez ból, jaki ją doskwierał. Powoli schodziła z górki, aby napić się wody ze stawu, który stał przed nią.
    A lepiej obmyć niż napić. Nie wyobrażała sobie pić z zanieczyszczonego stawu. Zawsze ten staw był czysty, lecz przez ostatnie dni zaczął być zanieczyszczany przez pływające śmieci, butelek od piw, czy nawet worków na śniadania. Przykucnęła przy stawie. Namoczyła swoje dłonie, przemyła nimi o swoją twarz. Rozmyślała, o co tu wszystko chodzi. Nie mogła odgadnąć w jaki sposób znalazła się pod liśćmi budząc się. A jeszcze szczególnie – gdzie się podział Wojtek? Przy niej go nie było, jak się obudziła.Nie możliwe może być, że mógł mnie zostawić! – pomyślała w myśli. Zawsze mu ufała, nawet jak raz ją oszukał, że poszedł na zakupy bez niej pod pozorem choroby. Nakryła go, kiedy szedł z zakupami do kasy.
    Kasia podczas rozmyśleń zaczęła słyszeć szelest. Nie był to tylko drzew i liści leżących, jak myślała, ale też krzaków. Nie zwracała na to uwagi. Jedynie się podniosła otrzepując się z kolejnych liści, które spadały z drzew. Podczas otrzepywania przed nią na wysepku stała jakaś czarna wysoka postać. Nie mogła dostrzec dokładnie, co tam stoi, ponieważ było zbyt ciemno, a ponadto to coś było między drzewem i krzakami. Chwilę się tylko patrzyła, lecz zaraz uznała, że to po prostu jej lęk wywołuje u niej jakieś widmy. Odwróciła się i zaczęła iść w kierunku placu zabaw, który stał przed nią. W trakcie drogi zauważyła, że znak informujący o zakazie wprowadzania psów leżał na ziemi. Zaniepokoiło ją to, a jeszcze dwie ławki, które były koło tego znaku, zostały przewrócone. Zastanawiała się, czyżby tak silny wiatr mógł takie coś spowodować? Musiałby mieć siłę tornada, aby wyrządzić takie szkody. Nie mogła znaleźć na to odpowiedzi. Po jej lewej stronie ponownie pojawiła się czarna postać. Tym razem dobrze widoczna przez świecące nad nią światło z latarni. Była ona wysoka, że widać było jedynie jej boki tułowia. Jednakże głowa była widoczna nad krzakami i drzewem. Była ona biała. Bez twarzy, co Kasia dojrzała ze zdziwieniem. Ciągle sobie wmawiała, że to widzi i dzieje się dlatego, ponieważ odczuwa w sobie lęk będąc sama. Ale wpatrując się na tą postać zaczynała boleć ją głowa. Nie mogła zachować spokoju. Przez chwilę przymknęła oczy licząc sobie w myślach do trzech z nadzieją, że to wszystko jej się śni. Lecz po policzeniu nic się nie zmieniło. Dalej była w tym samym miejscu, a czarna postać przybliżyła się do niej przybliżając się do niej do dwunastu z trzydziestu kroków. Dalej kręciło się jej w głowie, a ból głowy powodował u niej zgrzytanie zębami. Lecz tym razem dostrzegła coś w postaci. Ta postać miała na sobie garnitur z krawatem, a wzrost był wyższy niż leżący znak oraz drzewo. Odwróciła wzrok od tego idąc w przeciwną stronę. Trochę nerwowo i niepewnie, lecz nie zwracaniem na to uwagi. Jednak, nie dawała temu rady. Oglądała się za sobą i dalej widziała tą czarną postać. Wciąż temu nie dowierzała, że to się dzieje naprawdę. Jej lęk ulegał zwiększeniu. Poddenerwowanie pozostawało, jakie jest. Na wprost niej ktoś wydawał dziwnie dźwięki. Coś jak wycie wilka, lecz brzmiało to zdecydowanie inaczej. Jakby człowiek takie je wydawał. Kasia nie wiedziała co to są za dźwięki, ale zdecydowała je sprawdzić. Dobiegały one z małych porośniętych jeszcze drzewek. Wzrostem były trochę mniejsze od Kasi. Szybko je znalazła, lecz niczego nie widziała. Była pewna, że dźwięk, a raczej dźwięki, dobiegały właśnie stąd. Rozejrzała się po okolicy przy okazji zobaczyć, czy ta ciemna postać w garniturze dalej za nią podąża. Nie widziała jej. Pewnie przestałam się bać, skoro „tego czegoś” nie ma – pomyślała. I prawie tak było. Ledwo odczuwała strach, lecz czujności jeszcze nie traciła. Ponownie usłyszała te same dźwięki. Tym razem z szelestem pobliskich krzaków oraz liści. Postanowiła to sprawdzić. Myślała, czy to po prostu nie jest jakieś zwierze potrzebujące pomocy. Pierwszej pomocy nie znała, ale mniej więcej się orientowała, co się dzieje. Podczas zbliżania do tych dziwnych wyć, Kasia zorientowała się, że za jakieś pięćdziesiąt kroków znajdzie się na ulicy. Uszczęśliwiło ją to, ale najpierw chciała odkryć te dźwięki. Wciąż się zastanawiała, co to może być? Pies, kot, papuga, a może wilk? Nie mogła się domyśleć. Jedynie to trzymało ją już tylko.
    Kiedy Kasia zaczynała się zbliżać do wyciętych krzaków, skąd dobiegały te odgłosy, dostrzegła spadające i chwilę unoszące się liście. Lecz te spadające nie pochodziły z drzewa, ponieważ go nie było. To tak, jakby ktoś je podrzucał. Ponownie usłyszała dziwne wycie, lecz tym razem z warczeniem i to donośnym. Dobiegało to wszystko z tych wyciętych krzaków. Kasia zaczęła czuć się niepewnie, a jej lęk wzrósł. Te dźwięki przekonywały ją, że nie ma po co tam zaglądać. Zaczęła się cofać w stronę ścieżki, z której zeszła. Jedynie już chciała wyjść na ulicę, aby stamtąd szukać drogi do domu. Jednak, nim weszła na ścieżkę, widziała jak coś czarnego wyłaniało się z tych krzaków. Nie mogła dokładniej dostrzec, co to jest, ponieważ było zbyt ciemno, a latarni, tam gdzie się znajdowała, nie było. To coś zaczęło warczeć na Kasię. Przypominało kształtem człowieka. Miało to ciało przypominające ludzkiej kobiety. Zarówno ręce jak i głowę. Jedynie miało grube nogi, jak u niedźwiedzia. Kasia zaczęła się trząść, a jej lęk wzrósł do jej maksymalnej możliwości. Nie myślała już o niczym innym, jak o ucieczce. Dziwna postać wyskoczyła z krzaków i zaczęła gonić uciekającą Kasię. Szybka Kasia od tej postaci nie była. Postać ta biegła niczym gepard, lecz przez swe grube nogi szybkość miała niższą od niego. Jedynie na nogach biegła zaś ręce miała wyprostowane prosto przed siebie. Kasia skręciła w prawo, istota zrobiła to samo. Obydwie biegły w głąb parku nad czym Kaśka nie myślała, gdzie biegnie. Biegła ile sił w nogach, aż powoli zaczynała dyszeć ze względu na niską swoją kondycję. Za to dziwna postać biegła dalej swoim tempem. Powoli już sięgała ona do Kasi. W trakcie gonienia Kasi, wydobywała z siebie warczenia oraz dziwne krzyki, niczym jakby syczenie u węża. Kasię to jeszcze bardziej wystraszało, determinacja jej opadała zaś spokój zniknął. Powtarzała sobie w myśli, że się nie dzieje naprawdę. Jednakże, tylko samą siebie oszukiwała. Poprzednie takie doświadczenie jej nie pomogło, jak widziała czarną postać przy placu zabaw. I tak opanować się nie mogła. Aż nagle Kasia potknęła się o mały dołek wykopany w ziemi. Był wystarczający, aby w sadzić tam nogę. Opadła na ziemię przy czym odczuła duży ból w jej lewej nodze. Dziwna postać, która ją goniła, w tym samym czasie próbowała się na nią rzucić. Była w trakcie lotu, lecz po opadnięciu o ziemię nie trafiła i poleciała dalej przed nią uderzając o poukładane twarde kamienie. Uderzyła o nie głową, co spowodowało chwilową nieprzytomność tej istoty. Kasia nie zwróciła na to uwagi, ponieważ się nie ruszała ze względu na ból nogi. Najbardziej jej przyszło do głowy, że ją złamała. Ale jednak jedynie ją skręciła. Mogła nią poruszyć, lecz ból był duży. Spojrzała przed siebie i zauważyła „to coś”, co ją goniło. Spostrzegła tym razem dokładniej głowę tej postaci. Wyglądał na mężczyznę. Za to twarz wydała jej się znajoma. To chyba nie może być… – pomyślała z niedowierzaniem. – Nie mógłby być… – wciąż odrzucała tą myśl, ale oczy jej kłamać nie mogły. Nie wierzyła w to nadal. Ta twarz wyglądała dokładnie, jak twarz Waldka. Wciąż w to nie dowierzała. Wyglądało to, jak Waldek. Twarz ta sama, ręce, ramiona, klatka piersiowa, wyglądająca prawie jak kobieca ze względu na mały rozmiar klatki piersiowej oraz niską wagę. Jedynie nóg nie poznawała. Szersze o jakieś cztery centymetry były. Kasia próbowała się podnieść, lecz przez skręconą nogę miała z tym problem. Odczuwała zbyt wielki ból. Ledwo nią ruszyła. W końcu się jej powiodło. Z jej lewej nogi, którą miała w powietrzu podczas unoszenia, wypadł but prosto do dołka. Nie odczuła tego, ponieważ ból był zbyt wielki, aby odczuć zimno lecące do jej nogi. Unosiła ją w powietrzu, gdyż stawiając na ziemię zaczęła mocniej boleć. Cała była ponownie w liściach oraz przez nie mokra. Przez to, że leżała jakieś trzy minuty, jej spodnie oraz żakiecik były na tyle mokre, aż liście odkleić się nie chciały podczas strzepywania. Fryzura potrzebowała totalnego odnowienia. Przetłuszczone całe były, a niektóre listki przylepiały się do niej. Na szczęście można było je wytrzepać. Ale dla niej to nie było teraz istotne.
    Kasia stała na jednej prawej nodze. Powoli zaczynała odzyskiwać spokój, lecz niepokój został. Tak samo, jak lęk. Chciała przybliżyć się do tej postaci, co wygląda jak Waldek, aby się upewnić, czy to nie on ją ścigał, ale miała obawy, że przybliżenie spowoduje to samo, co wcześniej. Postanowiła nie przybliżać się. Odwróciła się, a przed nią ukazał się, jakieś trzy kroki do niej, czarna postać bez twarzy z garniturem. Wystraszyła się na tyle, że od razu upadła na ziemię z krzykiem. Zaczęło jej się falować w głowie.
    Były one poważne. Zaczęła tracić świadomość, równowagę, a szczególnie spokój, który od razu zniknął. Tym razem dokładniej dostrzegła, że ta postać, mająca garnitur, wyglądała jak mężczyzna. Szczególnie po budowie ciała, jak i po samym wyglądzie. Najbardziej upiornego zdarzenia nigdy nie miała. W jej myślach zaczęła słyszeć jakieś dziwne nieznajome jej słowa. Jedynie fragment z tego usłyszała dokładnie „… przez wieki utkwisz we mnie. Nikt o tobie się nie dowie. A twój się też już nie nada[...]”
    Po tych słowach, Kasia ledwo już traciła świadomość. Przed sobą widziała tego mężczyznę, który zaczął wyciągać z pleców coś przypominające macki. Widziała ich cztery. Przybliżały się do niej. Ona ledwo już, cokolwiek widziała przez powoli rozpływający się obraz. Aż przestała coś widzieć. Świadomość kompletną straciła. Nic nie odczuwała – nie słyszała. Była ledwo na pograniczu ze śmiercią. Jej serce prawie, że nie biło. Żadnych drgnięć. Cała zimna była. W końcu, została schwytana przez macki tej istoty. Ona tego nie poczuła. Została podniesiona przez nią, a dziwna postać, która goniła Kasię, stała koło tego mężczyzny. Sama odczuwała też ból zadany psychicznie przez niego oraz głowa, którą uderzył o stertę kamieni. Słyszała każde jego słowo w myślach. Po części jej gratulował za wykorzystanie jej [Kasi], aby wpadła w pułapkę. Lecz, także mocno skarcił za nieumiejętne, a raczej niewykonanie zabójstwa na nią. To ona miała ją zabić, ale tego nie zdołała, przez co odczuła silne falowanie w głowie. Na tyle, że przez chwilę zmieniała się świadomość tej istoty, aż jej ciało zaczęło się zmieniać. Grube nogi stały się węższe, biała sierść, będąca na jej klatce piersiowej, zanikała zaś twarz się nie zmieniała. Twarz pozostała jaka jest. Kasia się nie myliła. Był to Waldek! Wracał on do właściwego porządku. Trzymał się rękami za głowę, ponieważ odczuwał tak ból, jakby głowa mu miała zaraz pęknąć. To wszystko robił ten mężczyzna. Przemówił do niego w myśli:
    „Nie potrzebny mi będziesz już. Pamiętać mnie nie będziesz. Tak samo jak jej.” Po tych słowach, Wojtek opadł na ziemię zaś głowa przestała mu falować. Kiedy spojrzał się przed siebie to tego mężczyzny już nie było. Czuł się cały obolały, a także odczuwał wielki głód tak jakby nie jadł przez miesiąc. Ruszyć się nie mógł. Aż zasnął bez sił powoli odchodząc z tego świata przez wycieńczenie głodu.



  • Mgła przynosi skutki

    Zosia śpiewa w chórze od czterech lat. Potrafi zapamiętywać każde
    wydarzenie, szczegół oraz ludzi. Zawsze każdego potrafiła rozpoznać, nawet
    jak nie widziała tej osoby przez pięć lat. Nienawidzi przemocy, a przy spotkaniu
    z nią to często reagował histerycznie. Jest człowiekiem bardzo wrażliwym.
    Raz, prawie strąciła wazon swojej mamy, kiedy były jej urodziny. Pomimo,
    że nic się jemu nie stało, ona wybuchła płaczem. Nikt tego zrozumieć nie mógł,
    ani zaradzić.
    W parku św. Edyty Stein panowała od dwóch dni dość gęsta mgła.
    Była ona jeszcze większa nocą. Wówczas, prócz samej bieli nie można było
    niczego zauważyć. Ludzi z daleka nie było widać, a na średnią odległość
    wyglądali jakby zanikali. W samym parku znajdował się
    Kościół św. Michała Archanioła, z którego wychodziła sama Zosia.
    Nie znosiła mgły, zawsze się jej bała. Nosiła ze sobą plecak, w którym
    trzymała swoją komżę. Zeszła po schodach prowadzących do kościoła,
    gdzie szła przez przerażającą jej mgłę. Zimno było radę odczuć na jej ciele.
    Nagle, usłyszała szelest krzaków znajdujących się po jej prawej stronie.
    Od razu obróciła się w tą stronę cała w strachu, ale niczego nie zauważyła.
    Serce zaczęło jej na tyle mocno i szybko bić, jak donośne stukanie młotkiem
    w gwoździe. Nie wiedziała do końca co robić. Podejść do tych krzaków,
    czy iść dalej ścieżką po parku, która była ledwo widoczna.
    Postanowiła, jednak podążać drogą, która prowadziła do samej ulicy.
    Lecz, nagle zaczęła słyszeć kolejne niepokojące jej odgłosy.
    Coś, tak jakby chodziło tym samym krokiem. Bała się obrócić do tyłu,
    a z jej oczu powoli wypływały łzy strachu. Nie mogła, nawet na chwilę zmrużyć
    wzroku, ponieważ ciągle idąc patrzyła się przed siebie. Aż staneła.
    Jej ciało całe drżało, serce biło jak szalone, jej niepokój był coraz większy.
    Próbowała szeptem sobie mówić, że to tylko jej myśli przelatujące przed nią.
    Nic nie dawało. Czuła zimno na sobie. Łzy wciąż ciekły z jej twarzy, aż po chwili
    znów usłyszała szelest pobliskich jej krzaków. Tym razem były to krzaki przed nią.
    Zaczęła powoli się cofać do tyłu. Ściskała swoją prawą dłoń zaś lewą rękę przyłożyła
    do brwi i oglądała się na boki, czy widać jakiegoś człowieka. Niczego nie zauważyła.
    Aż nagle, uderzyła o coś swoimi plecami. Od razu obróciła się.
    Sądziła, że dotyka drzewo, lecz myliła się. Widziała, dwie przypominające
    rury od barierek, które są zamocowane, by dzieci mogły się po nich wspinać.
    Zaskoczyło ją tylko, że są takie szerokie i grube. Spojrzała oczami ku niebu.
    Zobaczyła coś dużego przypominającego człowieka tyle, że takiego wielkiego.
    To nie były rury, które przez chwilę dotykała tylko mięśnie u kolan.
    Był to mężczyzna mający dość długie nogi, gdzie się kończyły na gałęziach
    drzewa, tak samo było z rękami. Ubrany w czarny garnitur z czarnym krawatem.
    Najbardziej zadziwiło Zosię, że nie miał on twarzy. Całą głowę miał białą,
    a coraz dłuższe się patrzenie w nią wbrew jej woli przyciągało
    ją oraz powodowało zawroty głowy. Zaczęła się cofać do tyłu, starając
    nie patrzeć się w jego głowę. Lecz, nazbyt się to udawało.
    Mężczyzna zaczął wyciągać rękę w stronę Zosi. Ona zaś, cała w przerażeniu
    odwróciła się i zaczęła uciekać ile sił w nogach, krzycząc, wołając mamę,
    ludzi na pomoc. Nie oglądała się za sobą. Ciągle słyszała kroki za sobą,
    szelesty traw, krzaków, a nawet gałęzi znajdujących się na drzewach.
    W pewnym momencie, usłyszała dźwięk przypominający poślizg opony
    w samochodzie. Pierwsze, co przychodziło jej do głowy było to, że w pobliżu
    musi być ulica. Nie myliła się. Widziała ledwo światła znajdujące się na ulicy.
    Czuła przez chwilę ulgę, ale nie na długo. Wciąż słyszała tego mężczyznę
    za sobą, chodzącego za nią, szelesty ciągłe z krzaków, gałęzi, a nawet liści spadających.
    Udało jej się wyjść z parku. Wciąż biegła i się nie zatrzymywała.
    Aż nagle, z lewej strony ulicy wyjechał samochód, który potrącił Zosię
    kiedy ta przebiegała przez ulicę. Dziewczynkę odrzuciło na taką odległość,
    aż z jej nóg wypadły buty, w których biegła. Opadła na jezdnię.
    Auto, które ją potrąciło, jechało dalej. Ani drgnęła. Krew zaczęła wypływać
    na ulicę, jej kurtka po części się rozdarła, tak samo jak spodnie, tylko o dziwo
    plecak był w dobrym stanie, a na dodatek wciąż trzymał się na jej plecach.
    Zosia powoli odchodziła z tego świata. Zaczął padać deszcz. Cały spadał
    na nią, aż krew rozpływała się z jej ciała. Musiał być smutkiem niebios,
    że ulewa spadała głównie na Zosię. Tak, trzynastoletnia dziewczynka
    skończyła swój żywot na tym świecie.



  • Witajcie!

    Witajcie!
    Mam na imię Kamil, ale przedstawiam się innym jako Kamilos446. Od stycznia zacząłem śledzić tą stronę o Slender man’ie i muszę przyznać,że przypadła mi do gustu.  Głównie siedzę na forum tej strony, co prawda, mało się tam dzieje, ale miło sobie poczytać trochę komentarzy osób, które się tam udzielają. Nie wiem czy ktoś mnie kojarzy, ale nagrywam różnorakie filmy na youtube. Niedawno nagrałem film ze Slender Hospice.
    Nie wiem dlaczego, ale Slender man, jako Creepypasta, najbardziej mi się upodobała, aż dziw, że jest o niej mało informacji, opowiadań, historyjek, zdjęć czy filmów.  Co jakiś czas, będę pisał jakieś moje wymyślone opowiadania związane ze Slender man’em. Na koniec, chcę wam pokazać mojego Slender man’a zrobionego w paincie. Nudziło mi się, więc zrobiłem sobie go by zabić czas.
    Trzymajcie się, na razie!

    1043863_208442259309180_283911020_nAa



  • Ważna wiadomość

    Od jakiegoś czasu planuję zmienić wygląd slender game i strefy horroru. Mianowicie chce stworzyć obie strony całkowicie od zera i przestaniemy korzystać z WordPress. Nie gwarantuję, że nowe wersje stron szybko powstaną. Może to zająć nawet i kilka miesięcy, albo więcej. Mam nadzieję, że ta zmiana będzie się Wam podobać. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że będziemy samowystarczalni. Wtedy już ani WordPress, Joomla, ani inny system zarządzania treścią nie będzie nam potrzebny. Niestety przez prace nad stworzeniem stron od podstaw znacznie rzadziej będą pojawiać się nowe recenzje na strefie horroru. Pragnę wspomnieć, że to nie będzie prosta stronka stworzona w HTML. Osoby z którymi wymieniliśmy się linkami mogą być spokojne. W nowej wersji strony wszystkie linki będą umieszczone w odpowiednim miejscu.

     

    Pozdrawiam ka0099



  • Film o Slender Manie

    Polecam wszystkim  obejrzeć film pt. PROXY: A Slender Man Story. Ten film jest produkcją krótkometrażową, jego długość to 9 minut. Film powstał 30 października 2012 roku. Co do wersji językowej niestety nie ma polskiej wersji filmu, film jest tylko w angielskiej wersji językowej. Głównym bohaterem filmu jest Vince Wilson ( Matthew Mercer), który grał w takich filmach jak: Team Unicorn (2010), Dead Inside (2012) i Street Fighter High: The Musical (2010) . Nie podam konkretnych szczegółów bo mogę za dużo zdradzić. Ale mogę napisać, że kłopoty zaczynają się, gdy Vince widzi obcą postać na zdjęciu. Jak na niskobudżetową produkcję film prezentuję się bardzo dobrze. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o osobach biorące udział przy produkcji tego filmu, zapraszam tutaj. Film możecie obejrzeć za darmo na tej stronie, albo jeśli dodatkowo chcecie skomentować film, to na YouTube. Mi ten film bardzo się podobał i bardzo chciałbym zobaczyć jakoś pełnometrażową kontynuację, zdecydowanie polecam go obejrzeć. Również polecam obejrzeć film Tall Man, The z 2012.



  • Slender Woods

    Przedstawiamy Wam grę Slender Woods, która powstała 19 października 2012. Twórcą gry jest EZeddy. Ta gra posiada fabułę, ale i tryb zbierania kartek i tryb specjalny, ten tryb jest pod tym znakiem ? Żeby go odblokować, trzeba przejść tryb historii i tryb zbierania kartek, który jest bonusem trybu historii.Grafika w grze jest bardzo dopracowana (dużo modeli i tekstur), bardzo klimatyczna i przyjemna dla oka. Gra posiada bardzo dobrze dobrane efekty i oprawę dźwiękową. Efekty dźwiękowe, jakie możemy spotkać w grze, to: bardzo klimatyczne dźwięki otoczenia, dźwięki pojawiające się znienacka, np. po podniesieniu jakiegoś przedmiotu. Po wybraniu trybu historii (story mode) grę zaczniemy w małym drewnianym domku w środku niebezpiecznego lasu, w którym grasuje niebezpieczny potwór. Naszym pierwszym przedmiotem, który znajdziemy w kuchni, będzie stara latarka, która bez baterii daję bardzo słabe światło. Dzięki bateriom znalezionym podczas rozgrywki nasza stara latarka zacznie świecić lepiej. W grze występuję losowość przedmiotów. Gra może nas przestraszyć w najmniej oczekiwanym momencie. Na zakończenie dodamy, że gra ma bardzo tajemnicze zakończenie, które wygląda, jakby miała powstać kontynuacja gry. Oczywiście wszystkim polecamy zagrać w tę grę. Grę można pobrać z naszego działu Pobierz Grę Slender.



  • Slender The Nine Pages

    Pewien użytkownik stworzył swoją wersję gry Slender podobnej do pierwszej części gry, czyli Slender The Eight Pages twórców z Parsec Production. Grę stworzył Artur Petrzak, który kryję się pod pseudonimem petrzmax. Oczywiście sprawdziłem grę razem z Hubertem. On akurat testował tę grę ze mną. Teraz zacytuję Jego słowa:

    Gra wywarła na mnie duże wrażenie. Spodobała mi się tajemnicza mapa z dużymi ilościami  zaułków, na której można  bardzo łatwo się zgubić, albo stracić orientację w terenie. Akcja dzieję się w  piwnicy, dokładna lokalizacja nie jest znana. Slender Man pojawia się po pierwszej kartce i nie wiadomo skąd. Powiem od siebie, że zalecam mieć oczy szeroko otwarte, bo może Was to nieźle wystraszyć, tak jak mnie, podczas testowania tej gry. Polecam wszystkim zagrać w tę grę, gdyż jej popularność nie jest za duża.

    Ja oczywiście zgadzam się z nim w stu procentach i polecam w nią zagrać. Grę można pobrać z naszego działu Pobierz grę Slender. Oficjalna strona twórcy gry.

    obrazek
    Poznajecie tego pana?


  • Slender Man według Green Meteor Team

    Wysłany dnia: przez ka0099 Komentarz

    Studio Green Meteor Team stworzyło w 2011 grę pt. Slenderman – The Game. Tej gry jeszcze nikt na żadnej stronie nie zrecenzował,  więc ja tę grę krótko opiszę. Green Meteor Team nie podało zbyt wartościowych informacji na swojej oficjalnej stronie, wiadomo tylko tyle, że gra ma nas przestraszyć. W grze dominującymi kolorami są odcienie szarości. W tej grze rozgrywka jest w ogóle inna. W każdym bądź razie nie chodzimy po lesie, a sam Slender Man nie zabija nas spojrzeniem. Gra ma bardzo mało popularność, o wiele mniejszą niż znany Slender… I w tym momencie zakończę dalsze pisanie. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o tej grze, to musisz w nią zagrać. Grę można pobrać z oficjalnej strony producenta, albo od nas i na dodatek gra jest bardzo małych rozmiarów. Polecam zagrać w tę grę. Na zachętę napiszę, że Slender Man nie jest sam.

    Oficjalny film z gry, film z angielskim komentarzem